|
GW
Agata Kulczycka, Konrad Godlewski 10-10-2004
Ta historia wydarzyla sie w Matysowce (albo Korczynie, albo w
Harasiukach, albo w okolicach Mielca). Pannie mlodej podczas
podrzucania na krzesle wentylator przecial tetnice. Pan mlody w
rozpaczy powiesil sie, a jego ojciec w chwile potem zmarl na zawal. Na
szczescie to tylko najnowsza miejska legenda krazaca po Rzeszowie
- Od dziennikarza z Radia Bieszczady uslyszalem, ze rzecz miala
miejsce w Korczynie, od kogos z "Nowin", ze pod Krosnem, a "Gazeta"
mowi o Matysowce. Sprawdzilem to dokladnie w meldunkach komend
powiatowych, w notatkach, ktore splywaja do komendy wojewodzkiej, i z
cala pewnoscia nigdzie na Podkarpaciu nic takiego sie nie wydarzylo -
zapewnia Wieslaw Dybas, rzecznik wojewodzkiej policji. - Policjanci
zawsze sa wzywani do przypadkow naglych smierci, zwlaszcza gdy
przyczyny nie sa do konca jasne. Mamy wiec do czynienia z mutacja
czarnej wolgi - mowi policjant.
Na dramatyczna historie z panna mloda daja sie zlapac prawie wszyscy:
programisci, nauczyciele, policjanci, sprzedawcy, a nawet
dziennikarze. Jej prawdziwosc probuja sprawdzic nasi forumowicze. -
Kto z was slyszal o weselu, na ktorym pani mloda podczas podnoszenia
jej na krzesle zostala uderzona przez wentylator? Ja slyszalem juz
tyle wersji... 1) Wentylator uderzyl ja w skron i zmarla, maz sie
powiesil, ojciec zmarl na zawal. 2) wentylator przecial jej tetnice i
sie wykrwawila, maz i ojciec jak wyzej, a matka tez zawal. 3) welon
jej sie wkrecil w wentylator i sie udusila. Maz i ojciec j.w., o matce
cisza. Bylo to w Krosnie, Glogowie, Kanczudze, Lesku, Mielcu ....
Gdzie naprawde bylo to wesele? - docieka forumowicz o nicku "MWV".
Tymczasem historia o pannie mlodej to klasyczny przyklad miejskiej
legendy, zjawiska opisanego w 1968 roku przez amerykanskiego
folkloryste Richarda Dorsona. Nazywal tak opowiastki noszace znamiona
prawdy ("to przydarzylo sie znajomemu znajomego"), na ogol falszywe,
krazace po zurbanizowanym swiecie. Latwo je zapamietujemy, bo robia
wrazenie albo rozsmieszaja. Przyrownuje sie je do wirusow. Legendy
"rozmnazaja sie", kiedy ich "nosiciele" (my) porozumiewaja sie ze
soba. Te najbardziej zaraxliwe nas do tego zmuszaja, bo ktoz nie
ostrzeglby bliskich przed niebezpieczenstwem albo nie opowiedzial
mrozacego krew w zylach dramatu, ktory przydarzyl sie w sasiedztwie?
Podobnie jak wirusy, legendy miejskie latwo ulegaja mutacjom.
Przykladem moze byc najslynniejsza z nich: o czarnej woldze, ktora
straszyla dziatwe szkolna w latach 70. (spiewa o niej Kasia Nosowska).
Pasazerowie samochodu mieli porywac dzieci, zeby sprzedawac ich krew,
m.in. bogatym Niemcom chorym na bialaczke. W roznych wariantach wolga
podrozowaly zakonnice i ksieza, Zydzi, SB, a nawet wampiry. W
niektorych wersjach nalezalo sie bac tylko takiej wolgi, ktora miala
firanki albo bialy pasek na drzwiach. Inni wspominali o bialych
oponach. Czasami mowilo sie, ze limuzyna tylko odwraca uwage od
prawdziwego zagrozenia - bialego fiata 125p. "Czarna wolga" nie umarla
z PRL-em, w zmutowanej wersji krazy po roznych regionach jako czarne
bmw albo bialy bus.
Z tysiecy historyjek, ktore ludzie przekazuja z ust do ust, niektore
zapadaja w pamiec na dluzej. Analizuja je specjalisci od marketingu,
zarowno gospodarczego, jak i politycznego, bo plotka czy miejska
legenda juz nieraz pomogly badx zaszkodzily firmom i politykom -
McDonald's mial rzekomo robic hamburgery z dzdzownic, a prezydenta
Kwasniewskiego "ustrojono" w romans z Edyta Gorniak.
Podobno uczeni na jednym z niemieckich uniwersytetow celowo
rozpuszczaja takie pogloski, zeby obserwowac zasieg i tempo ich
ekspansji. Wyniki takich badan mozna za ciezkie pieniadze sprzedac
specjalistom od marketingu politycznego i public relations. Ale... -
moze to tez legenda miejska?
Swieta prawda rzucic blotem w kogos latwo ale poxniej zmyc to bloto
jest ciezko
[Re] w tytule jest do postu zamieszczonego 21 wrzesnia
--
Pozdrawiam Lolo
L.O.L.O. Lifeform Optimized for Logical Observation
|