— Twoja matka nie żyje? Kiwnął głową. .

Burze piaskowe nadciągające tu punktualnie każdej wiosny „uszczęśliwiają” kraj przez dwa miesiące. Do Lhasy docierają wczesnym popołudniem. W oddali widać potężne czarne chmury nadciągające z niesamowitą prędkością. Najpierw znika Potala - na ten znak wszyscy w popłochu szukają schronienia. Życie w mieście zamiera. Brzęczą szyby w oknach, na łąkach zrezygnowane bydło odwraca się zadem do wiatru i cierpliwie czeka, kiedy znów będzie można skubać trawę. Watahy ulicznych kundli - służba oczyszczania miasta - kulą się w zaułkach. Zazwyczaj nie są tak łagodne. Pewnego dnia Aufschnaiter musiał przejść obok sfory zwabionej zapachem krwi i pożerającej właśnie padłego konia - do domu wrócił w opłakanym stanie, w poszarpanym płaszczu i spodniach.. Pewnego dnia byłem gościem Ministra Spraw Zagranicznych Surkhanga i jego rodziny, którzy rozbili namiot nad brzegiem rzeki. Był z nami jedyny syn z drugiego małżeństwa Surkhanga - Dżigme, co znaczy „nieustraszony”. Przybył on właśnie do domu na wakacje z Indii, gdzie kształcił się i w szkole nauczył się trochę pływać. Leżałem sobie właśnie na wznak w wodzie, pozwalając unosić się prądowi, gdy nagle usłyszałem krzyk i zobaczyłem, że ludzie na brzegu gestykulują gwałtownie, wskazując na wodę. Musiało się coś stać! Podpłynąłem szybko do brzegu i pobiegłem ku namiotom. W jednym z wirów dostrzegłem ciało Dżigmy. Zniknęło i znowu się ukazało... Bez namysłu wskoczyłem do wody. Wir zaczął mnie wciągać, ale ja byłem silniejszy niż Dżigme. Moje doświadczenie nauczyciela sportu bardzo się teraz przydało. Udało mi się schwycić bezwładne ciało i przyciągnąć do brzegu. Po krótkim czasie, ku radości ojca i zdumionych widzów, Dżigme zaczął znowu oddychać. Minister ze łzami wdzięczności zapewniał, że bez mojej pomocy jego syn już by nie żył. Uratowałem ludzkie życie i poczytano mi to za wielką zasługę.. Co pewien czas zaczepiałem napotkanych ludzi, zwłaszcza tych, którzy sprawiali przyzwoite wrażenie. Pytałem o opactwo i znajdujący się w jego okolicy dom Henryka z Ziz. Rozumiejąc, że nie jestem żebrakiem, nie okazywali mi wcale wrogości, z jaką spotykałem się na każdym kroku w rodzinnym Borku. Oblicza ołbińskich mieszczan rozjaśniał zazwyczaj uśmiech, wyrażający obojętną życzliwość albo przelotne zainteresowanie. Uprzejmie wskazywali drogę. Jakiś starszy zażywny mieszczuch zmierzwił mi żartobliwie czarną grzywę nad czołem, a dwie wystrojone jak królewny w żółto-zielone suknie damy chciały mnie nawet całować. Dopiero później domyśliłem się, że musiały to być nierządnice, tym bardziej iż ciągle pytały zalotnie, co mógłbym im podarować za udzielenie informacji. Naturalnie nie miałem zamiaru chwalić się schowanym za pazuchą klejnotem, dostatecznie rezolutny, aby wiedzieć, że gładka dziewka umie wyłudzić wszystko, co zechce, od omamionego jej czarem chłopca.. - Tu Benedykt - odparł Beaurain. - Proszę oczekiwać przesyłki za trzydzieści minut. Czy dokumenty spedycyjne gotowe?. - Nie - szepnęła. - To już wszystkie.. Ciemna bryła budynku majaczyła o dobre pięć jardów.— Co dalej? — spytał.

Random Posts:

Banner:

Partners:

Most Rated: